No to mamy piątek trzynastego. Na odgonienie ewentualnego pecha:
Moje blogi
No to mamy piątek trzynastego. Na odgonienie ewentualnego pecha:
Jakoś od dłuższego czasu mam problemy z moimi blogami. Ciągle mi coś nie wychodzi, ciągle jakieś problemy techniczne i w efekcie brak chęci do pisania notek. Może powodem jest to, że straszliwie zapętliłam się z hostingiem?
Po likwidacji Bloxa (ach, to były czasy …) przeniosłam się na platformę WordPress.com. I szybko się rozczarowałam. Owszem, możliwości jest tam wiele, ale chcą cokolwiek rozbudować – trzeba płacić. No niestety, takie czasy. Doszłam wówczas do wniosku, że nie ma to sensu. Jeżeli mam płacić, to zrobię to na własnych śmieciach. Od wielu lat opłacałam hosting i domenę firmową w nazwa.pl, więc miałam miejsce do zakotwiczenia, musiałam tylko wykupić domenę marzatela.pl i sukcesywnie instalować aplikacje na poszczególnych subdomenach na poszczególne blogi. Nawet mi wyszło i przez jakiś czas się udawało. Problemy zaczęły mi się w marcu ub.r. Okazało się, że bazy danych, z których korzystam są przestarzałe i konieczne jest przeinstalowanie wszystkiego. Dostałam też wysoki rachunek za hosting. W dodatku moja próba przeinstalowywania wszystkich baz skończyła się porażką i w rezultacie zniechęciłam się. Wprawdzie domeny zostawiłam na nazwa.pl, ale zrezygnowałam z hostingu i przeniosłam go na platformę home.pl. Udało się, ale bez certyfikatu SSL. Dokupiłam go później, ale już z jego instalacją na przekierowanych domenach miałam problem.
No i teraz ponownie z wszystkim jestem na nazwa.pl. Mimo wszystko jest to przyjaźniejszy portal. Dodatkowo – nie ma takiego bałaganu z pocztą, łatwiej ogarnąć różne konta. Mam nadzieję, że już tu zostanę na dłużej. Choć przy okazji przepłaciłam. Wykupiłam certyfikat SSL na domenę marzatela.pl, ale okazało się, że nie ma WidCard i na subdomenach nie działa – kiedyś była inaczej, działało z automatu. Musiałam dokupić osobno i wyszło drożej. No trudno, jest szansa, że za kilka dni wszystko będzie już dobrze działać, a ja po kolei będę budować treści na swoich blogach.
No i przy okazji chyba udało mi się pozbyć problemów z komentowaniem wpisów – błędnie ustawiałam niektóre właściwości w ustawieniach wtyczki JetPack. Teraz powinno być już dobrze. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Od pewnego czasu krążą nad nami jakieś wstrętne wirusy – właściwie nie wiadomo skąd i jakie? Wydawać by się mogło, że pandemia koronawirusa już za nami, a tu znowu coś szaleje. Tym razem już jako tridemia czyli 3 różne wirusy.
Na mnie wypadło przed świętami, do tej pory nie wiem – co. Pierwsza zachorowała wnuczka. Ma 1,5 roku, od października nie była w żłobku i nagle dostała wysokiej temperatury. Pediatra od razu kazała jechać z nią na SOR. Tam zaaplikowano głównie leki przeciwgorączkowe i zrobiono testy na covid, grypę i RSV. Wszystkie negatywne. Nie zatrzymali ją, z receptą wypuścili do domu.
Mnie dopadło dzień później. Straszny kaszel, wysoka temperatura (powyżej 39 stopni). Zrobiłam test na covid – negatywny. Były akurat wolne dni, ja nie miałam siły na nic więcej niż teleporada z Nocnej Opieki Zdrowotnej. Lekarz stwierdził, że jest to jakaś infekcja wirusowa, ale za chwilę i tak przekształci się w bakteryjną, więc nie ma na co czekać. Antybiotyk i sterydy do inhalacji, cała bateria syropów, leków wspomagających itd. Wieczorem tego samego dnia zauważyłam, że nie mam węchu. Smaku chyba też, choć prawie nic nie jadłam, zmuszając się tylko do tego co niezbędne, aby nie wpaść w hipoglikemię.
Na wszelki wypadek siedziałam w domu i unikałam kontaktów z ludźmi. Zresztą i tak czułam się fatalnie i nie miałam siły na nic. Przeszło po ok.10 dniach.
Co to było? Jestem po czterech dawkach szczepionki na covid. Na grypę nie szczepiłam się – teraz żałuję. Teraz chyba już nie ma to sensu, poczekam do jesieni.
Mądrość ludowa głosi, że piątek trzynastego to bardzo pechowy dzień. Ile w tym prawdy? Niby wiadomo, że wcale, ale bardzo łatwo ulec złudzenia, że wszystkie te oznaki pecha dokładnie się sprawdzają. Owszem, w wielu przypadkach tak jest rzeczywiście, ale wyjaśnienie jest tu banalnie proste. Jeżeli wierzymy, że piątek 13-go jest pechowym dniem – to przez cały dzień będziemy oczekiwać każdych, najmniejszych nawet oznak pecha. Im silniejsza będzie to wiara, tym bardziej będziemy wyczuleni i nawet drobiazgi, na które normalnie nie zwracamy uwagi urosną do wielkich problemów. I jeszcze bardziej utwierdzą nas w przekonaniu o słuszności oznak pecha.
Może więc lepiej nastawić się na to, że piątek trzynastego to bardzo dobry dzień i spotkają nas dziś same dobre rzeczy? Choć rzeczywistość wokół wcale nie nastraja optymistycznie i to nie tylko dziś.
8 maja 2022 to dzień, gdy po spowodowanej pandemią przerwie ponownie odbędzie się wielka światowa impreza biegowa czyli Wings for Life
Polska strona biegu jest tu:
https://www.wingsforlifeworldrun.com/pl
Przy tej okazji chciałabym przypomnieć ciekawe wydarzenie, o któym pisałam już na swoim blogu o Excelu czyli o webinarze
Biegacz/ka z Excelem
Naprawdę warto tam zajrzeć.
A pliki Excela do pobrania są na stronie Jacka:
Zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych. Niech będą radosne, spędzone z bliskimi ludźmi i pełne nadziei na przyszłość.
Pisząc dziś notkę na moim blogu o zakupach:
Biznes i wojna
musiałam poszukać linku do pewnego filmiku i słysząc ścieżkę dźwiękową, postanowiłam poszukać całości. I znalazłam:
Ameno – ERA
Zaraz potem automatycznie wskoczył
Leonard Cohen i Hallluja
A za nim
Enya – Only Time
Muszę przestać, bo chyba źle się to skończy.
Powoli zaczynam odbudowywać swoje blogi, choć jeszcze dużo pracy przede mną, a czasu ciągle mi brakuje. Zajawki z ostatnich treści widać w szpalcie bocznej.
A tu na początek to, co dominuje obecnie we wszystkich przekazach: wojna w Ukrainie.
Czy ta wojna to Polityczne złoto dla naszej władzy? Notka była pisana jeszcze przed sławetną wyprawą kolejową do Kijowa – właściwie tylko po ładne fotki.
A jaki sens ma bojkot konsumencki firm, które nie wycofały się z Rosji? Czy powinny spotkać się z ostracyzmem?
A przy okazji – przekonałam się, że lata przyzwyczajeń zrobiły swoje. Wprawdzie nie wiem, co obraźliwego jest w określeniu na Ukrainie, ale skoro nowe standardy preferują w Ukrainie, to się stosuję. Co chwilę sama siebie poprawiając.
Od kilku dni czuję się jakbym była na pogorzelisku. Niestety, ale przez własne błędy straciłam większość tego, co “wyblogowałam” przez ostatnie 3 lata. Do tego jeszcze dochodzi zmiana hostingu.
Biorąc pod uwagę, że podobnie było 3 lata temu, gdy Agora stwierdziła, że blogerzy nie są potrzebni i zlikwidowała Bloxa, chyba jestem już zahartowana. Nie wiem ile uda mi się odtworzyć, postaram się to robić sukcesywnie, po kolei na każdym z blogów. Przy okazji wykorzystam doświadczenie zdobyte w pracy z WordPressem, więc może jakoś się uda? Gdyby jeszcze udało mi się znaleźć więcej czasu…